Artykuł został pierwotnie opublikowany przez Dziennik Gazetę Prawną:
Profil eksperta:
https://www.gazetaprawna.pl/autor/107602,pamela-opoczka
Coraz więcej usługodawców
zastrzega swoje oferty, ograniczając je tylko dla osób dorosłych.
Przedsiębiorstwa takie jak hotele, czy restauracje, coraz częściej podkreślają,
że ich usługi nie obejmują dzieci. Głośnym echem odbiła się niedawno oferta
jednego z ośrodków basenowych w Polsce, który zorganizował jednodniowe wydarzenie,
polegające na zakazie wstępu dla dzieci, wzbudzając tym wiele kontrowersji.
Hotelarze, czy restauratorzy,
wprowadzając zakaz wstępu dla dzieci, uzasadniają to tym, że dzieci robią dużo
hałasu, pozostawiają po sobie bałagan oraz uniemożliwiają odpoczynek innym
klientom. Swoje uprawnienie do stosowania zakazu wywodzą z faktu, że jako
właściciele obiektów, mogą decydować o rodzaju klientów, których będą
obsługiwać.
Co na to przepisy prawa?
Należy odpowiedzieć, że w
zasadzie nic konkretnego. Polskie prawo nie zawiera bowiem regulacji, która by
wprost zakazywała przedsiębiorcom wprowadzenie ograniczenia wiekowego do
korzystania z oferowanych przez siebie usług.
Dodaje to śmiałości właścicielom
obiektów usługowych co do wyboru rodzaju swej klienteli. Dochodzi nawet do
sytuacji, że modne staje się oferowanie przez deweloperów bloków mieszkaniowych,
które mają z założenia być strefą dla bezdzietnych osób.
Zakaz wstępu dla dzieci do
danego obiektu usługowego można by, teoretycznie, rozpatrywać w kategorii
naruszenia zakazu dyskryminacji wynikającego z Konstytucji Rzeczypospolitej
Polskiej. W art. 32 ust. 2, stanowi ona, że: „Nikt nie może być dyskryminowany
w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.
Skoro, według Konstytucji, nikt nie może być dyskryminowany, to dotyczy to
także dzieci. Wymaga jednak przy tym zaznaczenia, że o ile Konstytucja
mówi o zakazie dyskryminacji, o tyle jej regulacja odnosi się bardziej do sfery
relacji „władza publiczna-obywatel”, a nie obejmuje stosunków prywatnych. Poza
tym, w praktyce, udowodnienie dyskryminacji w danych okolicznościach, jest
bardzo trudne, ponieważ restauracja, czy hotel, może powoływać się na rozmaite
powody, mające po prostu ukryć fakt, że nie życzy sobie dzieci na swoim
terenie. Przedsiębiorcy mogą to uzasadniać również wolnością gospodarczą,
której przejawem ma być swoboda zawierania umów, a co za tym idzie, także
swobodny dobór odbiorców ich ofert.
Jedyną zatem drogą do ukarania
takich przedsiębiorców, o których mowa wyżej, jest wytoczenie przeciwko nim
pozwu za naruszenie dóbr osobistych. Musimy jednak liczyć się z opłatą od
pozwu, a także koniecznością wykazania, że nasze dobro osobiste, lub naszego
dziecka, zostało naruszone poprzez zakaz wstępu do obiektu. Wówczas, na
pozwanemu przedsiębiorcy spoczywa ciężar udowodnienia przed sądem, że jego
działanie nie było bezprawne. Może być to długotrwała sądowa batalia,
niegwarantująca wygranej, a za to wyczerpująca nerwowo dla obu stron procesu.
Nie jest jednak tak, że każdy
właściciel danego obiektu usługowego może arbitralnie decydować, według swojego
widzimisię, kogo wpuści do środka. Warto wspomnieć o funkcjonującej w systemie
prawnym Ustawie z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów
Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, zwanej w skrócie ustawą
antydyskryminacyjną. W art. 6 stanowi ona, iż: „Zakazuje się nierównego
traktowania osób fizycznych ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość
w zakresie dostępu i warunków korzystania z zabezpieczenia społecznego,
usług, w tym usług mieszkaniowych, rzeczy oraz nabywania praw lub energii,
jeżeli są one oferowane publicznie”. Ustawa ta przewiduje zakaz naruszania
zasady równego traktowania w dostępie usług oferowanych publicznie, ale ze
względu na następujące przesłanki: płeć, rasę, pochodzenie narodowe i etniczne
oraz obywatelstwo. Co za tym idzie, ustawa antydyskryminacyjna nie zabrania
przedsiębiorcom swobody dobierania kontrahentów (stron umowy), o ile ten dobór
nie jest oparty wspomnianych kryteriach. Każdy jednak, wobec kogo zasada
równego traktowania została naruszona na podstawie wymienionej ustawy, ma prawo
do odszkodowania na drodze Kodeksu cywilnego.
Wymaga zaznaczenia, że wprowadzanie
ograniczeń wstępu dla dzieci do danego miejsca, powinno być umotywowane jakimiś
istotnymi względami. W praktyce mogą to być względy bezpieczeństwa, albo
kwestia przeznaczenia danego miejsca jedynie dla dorosłych z uwagi na charakter
tego miejsca - trudno bowiem oczekiwać, że dziecko zostanie wpuszczone do klubu
nocnego.
Można krytykować przedsiębiorców
za wprowadzanie ograniczeń wiekowych, natomiast warto spojrzeć na tę kwestię
także z ich perspektywy. Zwrócenie uwagi przez obsługę obiektu wobec rodzica,
którego dziecko zachowywało się w sposób niewłaściwy (czy to przez hałasowanie,
czy zniszczenie mienia), często spotyka się z agresją takiego rodzica, który
nie poczuwa się do winy i odmawia naprawienia szkody. Zakaz wstępu dla
dzieci ma w znakomitej mierze podłoże czysto praktyczne, a nie wynika z
osobistej niechęci właścicieli obiektów wobec dzieci.
Trzeba jeszcze raz podkreślić,
że aktualnie w polskim prawie brak jest regulacji, która zakazywałaby
ograniczania dostępu do usług ze względu na wiek i przewidywałaby za takie
działanie karę. Każdorazowo ocena danej sytuacji należy do sądu, który może
taką sprawę rozstrzygnąć jedynie na drodze powództwa cywilnego w ramach
powództwa o naruszenie dóbr osobistych.
Wydaje się, że wprowadzenie
ograniczeń wiekowych może być dobrym rozwiązaniem w dobie ogromnej ilości dóbr
i usług oferowanych na rynku. Dzięki temu, każdy usługobiorca może wybrać
dogodne dla siebie miejsce, według własnych potrzeb. Z drugiej zaś strony,
bezkarność takiego postępowania może doprowadzić do absurdu, że do wielu lokali
będą wpuszczane, zgodnie z wolą ich właścicieli, jedynie osoby o określonej
cesze wyglądu, charakteru, bądź wyznania, czy orientacji seksualnej, co będzie
generować podziały w społeczeństwie.
Adwokat Pamela Opoczka